garsc psychotropowych tablet i lyk zimnego pilsa
ja przynosze ci makabre niczym dusiciel z hillside
nie zauwazysz mnie w szarym tlumie
w tym sezonie dlonie zacieraja producenci trumien
ja nie umiem zyc z ludzmi
wiec wywieram na nich presje
poczujesz bezdech zawsze kiedy majk do reki wezme
nie jestem w stanie jej utrzymac dluzej
odsune stol spod twych nog zebys zawisnal na sznurze
to uspokajajaco na mnie dziala
lina napina sie pod ciezarem twojego ciala
nie doczekasz kolejnego wersu
to jak ozenek ze smiercia na wiszacym kobiercu
to w sercu gra mi i nikt tego powstrzymac nie zdola
bo zaciskam sie na krtani niczym pierdolony boa
wiec zanim wykonasz ruch dobrze zastanow sie nad nim
bo kazdy lyk powietrza moze byc twoim ostatnim
obudzisz sie w srodku nocy
zobaczysz zamaskowana postac stojaca nad twym lozkiem
ze koniec nie bedzie dla ciebie mily
a wszystkie najgorsze sny dzisiejszej nocy sie spelnily
z calej sily na twej szyi zaciskam obiema dlonmi
wprowadze cie w stan agonii
jak juz bedziesz nieprzytomny
twoj swiat w mroku sie schowa
ja cie ocuce zeby powtorzyc wszystko od nowa
to jest jak galeria z eksponatami martwych stworzen
wyryje nozem odwrocony krzyz na twoim pysku
by zbic policyjne slady w strone sekty satanistow
w nieduzym ognisku plonie stos wyschnietych zerdzi
a ja obserwuje jak sie bezwladnie w powietrzu wiercisz
jestem handlarzem smierci