budze sie z dlugiego snu i mowie na to trzezwosc
jestem nieobecny znow przesiaka mnie obojetnosc
moze zniszczylem sie juz i potrafie czuc tylko pieklo
tyle razy cos we mnie peklo i bol poszyl mnie gesto
ten bluszcz zakrywa droge do snow i tone w nim znow
jakbym tone tu niosl mysli na glowie ciaza mi w chuj
odpuszczam ile moge a wymagania stawia glodny duch
boze ile miec bym mogl gdybym utrzymal trzezwy mozg
nie ma tak pieknych slow tworzacych tak trafnych zdan
nie chce trafic tam gdzie bylem po raz kolejny
noze w plecy i dla hecy kolejne skrety
i gdzie moj sens nie wiem sam
i czuje tylko wstret slysze placz
i znow zabilem cie? to nie tak
kolejny fragment ukladanki w calosc sklada sie
bog mnie pyta na co czekasz skoro co robic wiesz
moze to tylko tekst? moze to tylko sen?
moze zszedlem na ziemie by zamienic noc w dzien?