ze lubelszczyzna to nie poludnie wloch
ze jak jeszcze cos nie zwiedlo
popegeerowska buda zamieniona w wielki klub
w ta lipcowa noc przyszlo z poltora tysiaca glow
mineli tlum wchodzac od razu do auta
zeby na jaw wyplynal ich maly sekret
jak ruszyli licznik wyswietlal setke
byl szefem bramki w klubie
nikt w twarz by mu nie naplul
lecz gdy sie poznali zawirowal caly swiat mu
chwile pozniej markowski pytal jolki czy pamieta
dziewczyna nerwowo sciskala fotel na zakretach
mineli cmentarz i kosciol w jednej z miescin
jadac czym predzej w potajemne miejsce spotkan
patrzyl ukradkiem na jej nogi i piersi
czujac narastajace cieplo ponizej zoladka
w okolicznych wioskach mowili
bylo tak duszno jakbys oddychal smola
i nawet ksiezyc przybral niezdrowy
las byl coraz bardziej gesty
zostawili dawno w tyle ostatnie domostwo
podobno nie istnieje milosc bez bolu
co wzbudzalo w niej strach
a mamusia mowila: tylko pamietaj corus