tak twierdzi ksiadz z ambony
wszystko w co wierze to podobno zabobony
nawet nie pytam o zdanie drugiej strony
wszyscy powtarzaja wciaz te same kocopoly
wieczorem grac w warszawie
rano moc jesc sniadanie na trawie
kryje sie w cieniu drzewa
skladam w glowie swoja epopeje
nie patrz na mnie jak na kaznodzieje
bez problemu dostrzeglbys prace w terenie
nie mam zbyt wielu rewolwerow na dnie bagaznika
mimo to i tak unikam caly czas celownika
choc trudniej tutaj uniknac klopotow
nie wyliczaj win mojego pokolenia
zaden rym nie ma dzis znaczenia
ucieklem w czwarty stan skupienia jak plazma
nie wyliczaj win mojego pokolenia
zaden rym nie ma dzis znaczenia
ucieklem w czwarty stan skupienia jak plazma
z kazdym kolejnym wersem czuje dume
solo numer czy nasz stary
to nie ulegl zmianie plan
pod kapturem snuje sie wokol podworek
ze co drugi sposrod nas to wrog publiczny
nasze miejsce to margines
gdy mam twoje drzwi przed nosem