znowu czarny karawan sunie powoli przez asfalt
a my na twarzach wycinamy szklem usmiech blazna
pierwszy oddech masz od matki
zgadnij co dzis przyrzadzimy ci na obiad
tortura wodna z chin manipuluje mozgiem
takze za kilka chwil umrze w tobie wszystko co ludzkie
co z ciebie zostalo stygnie w plastikowym worku
okaleczony korpus w bagazniku auta
kazdy pojedynczy wers zamienia mozg na miazge
po tubylcach nie spodziewaj sie humanitarnych metod
jak upior zostawiamy po sobie sterty trupow
trujacy jad strun glosowych
niech wiec kazdy wack zrobi dwa kroki do tylu
zawieszamy poprzeczke tak wysoko
ze nawet idac na szczudlach nie wykurwisz w nia glowa
ktore chwytaja za serce jak zawal
ktore chwytaja za serce jak zawal
tajemnicze znaki na polach
gdzie zgnilizna jest jedynym odcieniem zieleni
ludzie traktuja sie podle
gdzie litosc jest oznaka slabosci
jak czarny doberman bedziemy skakac ci do gardla
to wrogosc i pogarda jak dwa skurcze serca
ludozerca sprawnym ruchem kark skreca
swiat zamieniony w popiol
larwy maja cuchnacy wodopoj
woda o smaku siersci szczura
czarna dziura wciaga nas powoli do srodka
z checia by nas rozszarpali gdyby tylko mogli
papier wchlania czarny atrament
ktore chwytaja za serce jak zawal
ktore chwytaja za serce jak zawal