wyruszam z bazy na rewiry mi znajome
przy lesnej bramce oczy crackiem usmazone
juz sie mnie pyta czy mam funta
bo kurestwa nienawidze wiec idzie
szkoda mego czasu dla tych zwlok
musze dostac sie do popa zeby nagrac ten kawalek
bo na stacji nie ma bramek
widze typki o sciane oparte
to co ma za pazucha moze byc moim niefartem
dla tych dzieci z bronia czyjes zycie kule warte
fartem to mi znajomy kartel
pobieram lemona z haszyszem mix
choc tlok niewielki nie siadam na nastepnym sie przesiadam
jakis mini saddam sie mnie pyta czy mam bletki
jak je kitral do plecaka wypadly mu kredki
dwa polskie edki chca numer do anetki
w miejscu gdzie narodzil sie ponury hip-hop
w ostatniej chwili lapie kolejke na richmond
i juz slysze muzyke i wrzaski
trzy czarne laski urzadzily clash
ktora trzesac dupa podjedzie najblizej pod ma twarz
jakies polki poprawiaja cycki
bo sa zgulowane na te z jamajki artystki
nagle ma uwage przykuwaja czarne kiecki
czarne chusty i czarne torebki
moze jest tam bomba zamiast dziecka
wierze w przeznaczenie choc moze jestem w bledzie
jestem na hackney centralnym
kurwa na dolny hak i znowu na kolejke
nastepnym razem chyba nabije oysterke
na zakrecie spotykam kaczego
proceder rezydent ksiestwa warszawskiego
siemasz marek co slychac? co nowego?
ale podbij do mnie kali jutro bede miec cos dobrego
duzo zdrowia i wszystkiego
bo tu wczoraj padly trupy dwa
sialalalala slysze w oknie bounty killer
przy wejsciu na stacji ktos kogos dyma
w krzakach peka sraka musi miec na cracka
kolejny teleport mam za 20 minut
czas mi umili nabyty atrybut
przyciagnal kolejnego maszkarona
ze jest mona lisa ciagnie bez kondona
pewnie w tych krzakach sie jebala wlasnie ona
jest wreszcie diabelska machina
glupiej cipie daje filterek
patrze czy nie ma kanarow
pseudo wiley sie mnie pyta czy mam zaru
odpala se lolka w srodku przedzialu
mam dosc globalnego gwaru