intro - jalapeno

wac toja

zawsze chcialem czegos wiecej

chcialem komus oddac serce zawsze

wierzylem w dobre intencje

i ze zycie jest piekne zawsze

bylem gotow zawsze mowic prawde

na bakier z klamstwem zyc bylem gotow

wierzylem

ze tak omine pulapke

wierzylem

ze to jest droga do bogow

pokorny tak

wolny jak ptak w klatce

hamowalem poczucie glodu

wykorzystalem tak manipulacje

moje reakcje i plastycznosc neuronow

i tak wkladam kolejna maske

by brnac do przodu zmieniam wszystko znowu

przestalem liczyc na czyjas laske

suma doswiadczen wklada maske znowu

dzis chce ja zdjac

ale to nielatwe

i w gre wchodzi tylko zdjecie jej skalpem ziomus

nie mow nikomu

ze krew z glowy leje na kartke

centymetr po centymetrze jestem bardziej surowy

coraz bardziej gotowy by im sie wjebac na olimp

by im poodcinac glowy

by mi placili sos chory

pierdole sorry

ich marny skowyt

nie mam pokory

i jestem skory zgniesc ich w dloni zrobic papke

wbijam na karcer spisuje prawde

mam biala magie

i skrzydla czarne

podniebienia wygryzam czarne

i pluca czarne

mam swoja armie i zwiekszam teren

nad toba czarne chmury

sztorm nadciaga

a ty nic nie wiesz!

czarne fele blyszcza na asfalcie czarnym

maja swoje plany czarty

to spaceship ty

ten spaceship tobie scina banie

lece po banie to moje jedyne przykazanie!

mam sos co parzy i parzy

mam sos co parzy i parzy

mam sos co parzy i parzy