jeb jeb jeb

zabson

chcialbym cos zmienic

cofnac ten jebany czas

ale

ale nie da sie go cofnac

chcialbym sie tu ocknac

z obsranego ronda w koncu wyjechac na prosta

nacisnac pedal gazu

do dechy mocno

miec takie skillsy ze wyjebia ludzi w kosmos

a ty wez odstap

bo jestem czarna owca

jak cos juz mowie

to mowie to wprost ziom

czuje ta rozkosz gdy wchodze na bit

podniecenie jak morderca

wlasnie zabil

mam karabin w glowie

i karabin w ustach

twe slowa to slepaki

a glowa to pustak

nie znosze ustaw przeciw narkomanii

jesli lud przeciw nam to kto kurwa z nami?

my opetani goscie

odpadki spoleczenstwa

dajemy sobie rade dzieki szponom szalenstwa

lecz czy to kleska? oto jest pytanie

bo kto raz byl juz szalony

nienormalnym pozostanie

w bani strzal

jeden

drugi

trzeci

kto nie mial nigdy skrzydel raczej stad nie odleci

biegaja dzieci w okol cial

martwi poeci

gotuja sie na szkwal nadchodzi ich dziedzic

raczej bardziej ze mnie niewidz niz jakis tam jasnowidz

czemu robie to tak dobrze? bo lubie to tak robic

tego rapu shinobi

ty glowisz sie nad tym

to czysta brudna prawda

i surowe fakty

konszachty z diablem nigdy nie potrzebne byly mi

dlatego musze tutaj skonczyc z kazdym wanna-be

kazdy od jakiegos czasu chce sie dostac do tej gry

a wyznawcom tego rapu po policzkach leca lzy

wiec jestem zly i

karam bardzo srodze

a ty jesli jestes slaby

to nie stawaj na mej drodze

chodze po tych bitach jak

mesjasz po wodzie

tylko zgubilem sandaly nie zostalo nic po drodze