nie wiem jak mam na imie ani ile mam lat juz
nie wiem skad sie tu wzialem
zapomnij o tych bajkach typu osinowy kolek
nade mna wspolczesne miasto
jedyne co mnie tu trzyma to sloneczne swiatlo
twoje serce jak metronom wybija rytm w mych uszach
czasem lubie sie w nie wsluchac
przeszyja na wylot dreszcze
ze zmierzchem nie mam nic wspolnego
wyrywam japy wielkosci dloni
patrze na ciebie przez okno kiedy spisz
znowu czuje pragnienie i wyruszam zeby pic
patrze na ciebie przez okno kiedy spisz
jest dla mnie niczym wiecej niz prowiantem
jesli chodzi o glod to nie mam zadnych barier
nakarmie toba armie szczurow
beda sraly twoim scierwem
przez kolejne cztery doby
z usmiechem jak krokodyl nawet chowac sie nie musze
nie zwrocisz na mnie uwagi
w brudnych szmatach jak bumelant chodze garbiac sie jak hiena
idealnie w tlo sie wkleja
slonce schodzi coraz nizej
spotkalem kiedys typa ktory zaslanial sie krzyzem
ze mam w sercu dziwne klucie
po czym tak zaczalem brechtac
nie mysl ze nie umiem cierpiec
o mojej samotnosci nie snil nawet mlody werter
obserwuje mnie gdy krocze
patrze na ciebie przez okno kiedy spisz
znowu czuje pragnienie i wyruszam zeby pic
patrze na ciebie przez okno kiedy spisz
zakradam sie noca do twej spokojnej kolyski
odtworzymy razem scene z blade'a
na klach mam jakby sok z wisni
dwanascie razy na roku powtarzam
pijac bezposrednio z tetnic
zapapram je w tobie na glodzie
powoli noc swieca juz sodowe lampy
plynac przez karmazynowy atlantyk
chodz bliskie jest to co ludzkie
chodz blizej mi do zwierzecia
chodz zyje w jej objeciach
widzialem smierc od sciecia
widzialem jak mordercy dzieci wychodza na wolnosc
widzialem ogrom zniszczen
zanim ocenisz moja historie