mocne ogniwo

slon

oto zloty strzal synu

dawka chorego rapu

moj styl jak husqvarna rozpierdala leb na pol

smiertelne fatum prosto z poznanskich katakumb

jak plemie zulu nastepuje atak po ataku

jak jebany nosferatu jestem zlym charakterem

noca wychodze na zer

a podziemie to moj teren

kamikadze za sterem

pod prad przez autostrade

do przodu jade plujac w mic trujacym jadem

dam ci dobra rade - scisz albo lepiej stop wcisnij

u slabych raperow wywoluje samobojcze mysli

jest tak

w pewnych kregach wzbudzam niesmak

w religijnych kwestiach moj rap to herezja

oto liryczna bestia

wieje zachodni huragan

dopadam miekkie fyrtle jak sredniowieczna plaga

jak kwasny deszcz spadam

niszczac wszystko wokol

pozostawiajac ludzi w po uderzeniowym szoku

jestem mocnym ogniwem synu. sprawdz to

nie jestem estradowa gwiazda

podziemny bastion jak zawsze wspiera miasto

swiatla gasna wiec znow do przodu ruszam

oto poznan

nawiedzony jak czerwona roza

poczuj bol w uszach

krytycy na chuj mi skoczyc moga

jestescie jak pies

ktory goni wlasny ogon

ide swoja droga

na swoj sposob slowo po slowie

i klade spocona lache na to co kto o mnie powie

ciagnie sie moja opowiesc do przodu pomalu

ten flow uzaleznia jak heroinowy nalog

bez baunsu

pedalow jak moj czlowiek s do h

chore gowno kocham

hardcore a nie liryczna wiocha

to popierdolona jazda fantazm

eutanazja

dokuczam jak astma wiec glosniej radio nastaw

wjazd do miasta

polski zachodnia strona

wysylam ultradzwieki w przestrzen niczym sonar

dawka okultystycznych praktyk

heretyk podwazajacy religijne fakty

w stan katarakty wprowadzam wszystkich sluchaczy

aplikujac swoj rap do twoich krwionosnych naczyn

sprawdz to

glos ma poznan

sprawa prosta

odejdz lub zostan

oto liryczna chlosta

moja gadka ostra jak pila z drugiego wersu

powtorze jeszcze raz zebys pamietal kto jest tu

jestem mocnym ogniwem synu.