moj styl jak husqvarna rozpierdala leb na pol
smiertelne fatum prosto z poznanskich katakumb
jak plemie zulu nastepuje atak po ataku
jak jebany nosferatu jestem zlym charakterem
pod prad przez autostrade
do przodu jade plujac w mic trujacym jadem
dam ci dobra rade - scisz albo lepiej stop wcisnij
u slabych raperow wywoluje samobojcze mysli
w pewnych kregach wzbudzam niesmak
w religijnych kwestiach moj rap to herezja
dopadam miekkie fyrtle jak sredniowieczna plaga
pozostawiajac ludzi w po uderzeniowym szoku
jestem mocnym ogniwem synu. sprawdz to
nie jestem estradowa gwiazda
podziemny bastion jak zawsze wspiera miasto
swiatla gasna wiec znow do przodu ruszam
nawiedzony jak czerwona roza
krytycy na chuj mi skoczyc moga
na swoj sposob slowo po slowie
i klade spocona lache na to co kto o mnie powie
ciagnie sie moja opowiesc do przodu pomalu
ten flow uzaleznia jak heroinowy nalog
pedalow jak moj czlowiek s do h
hardcore a nie liryczna wiocha
to popierdolona jazda fantazm
dokuczam jak astma wiec glosniej radio nastaw
wysylam ultradzwieki w przestrzen niczym sonar
dawka okultystycznych praktyk
heretyk podwazajacy religijne fakty
w stan katarakty wprowadzam wszystkich sluchaczy
aplikujac swoj rap do twoich krwionosnych naczyn
moja gadka ostra jak pila z drugiego wersu
powtorze jeszcze raz zebys pamietal kto jest tu
jestem mocnym ogniwem synu.