czy to brak szczescia pieprzone fatum musze na stricie biegac brachu
brudzic rece z czystym sumieniem reszte historii zabiore do piachu
dziwie sie sobie co ja tu robie
daj sie zaskoczyc bedzie po tobie
mam sie na bacznosci kraza sepy
chca moim kosztem po moim trupie zgarnac plny
tego rapu nigdy nie zrozumiesz skoro zapomniales co to progres
ej beztalencia halo czekam na odzew
i po co sie wkurwiac mam na rzeczy ktorych nie moge tutaj zmienic nawet juz nie chce
choc tak rozne drogi zycia prowadza nas wdychamy to samo powietrze
bo jesli wyznacznikiem sukcesu jest liczba moich wrogow
to jestem na samym pierdolonym szczycie juz od bardzo dawna
ktore ja przekroczylem juz lata temu
tak wielu opacznie rozumie tu sukces bo myli pojecia i nie wiedziec czemu
jade ze skladem prawie dekade
nie mam zamiaru ich nigdy opuszczac od dawna poza ukladem
masy slabych i zalosnych zawsze beda zwalczaly nieprzecietne jednostki
dla cieniasow moj styl byl zawsze za mocny dlatego cieniacy przed nosem palili mi mosty
karmili swoj los tym czasami nie mam juz sily
probuje czasem rozkminic to kpiny
czy ty szukasz winy i kiedy nie mam juz sily wtedy wlaczam sobie takie bity
daje je tutaj na fest i czuje ze jestem the best
i nie ma tu chuja bo chuja to buja i daje powody i mowie jak jest
czy juz wiesz co mna kierowalo mimo tylu lat w plecy ciagle kurwa jest mi malo
smaruje pod bity majstersztyki analizuje glosy krytyki
szuje z wami nie kontempluje kto prowokuje jadem pluje chuj mu do krytyki
nie bede rozbijal na rownowazniki nawijki pasuje dla glodnych liryki notuje
loguje sie brzmieniem klasyki jezeli cos ci nie pasuje to
frustracja osiaga zenit na sztywno pajacom we lbach sie pierdoli
abstrakcja dla nich to kreatywnosc defraudacja szarych komorek grozne mimiki wywlok
racja dawno juz mi zbrzydlo co prawie bydlo polski syndrom
cyklon w sercu jak fala tsunami kruszy granit czuc
wylewa nadal nie jeden bez radny samozwaniec samarytanin
wsrod przydupasow chcieliby zablysnac
glupio madrzy ktorzy patrza zezem na rzeczywistosc
wpadamy na bit dawaj nam kwit tu znow ta brygada co gada jak tik
chcemy zarabiac brac ten plik
brac i brac i bracie milcz
tu kazdy bit to muhammad ali wali w leb a na sali tlum daje ali bumaye!
wszyscy ali bumaye! niech sie spali dach niech zawali sie track
kazdy to knur co wlada slowami manipuluje wpaja wam i wmawia
miedzy wierszami plami honor za dnia co noc
bede jak prorok radze sie poddac
bialystok mortal kombat czuje morda czuje koka
ptp fabula dolej oliwy do ognia
ptp i f do a do b do u do l do a
mozesz wozic sie grozic mi szkodzic w chuju wywody te mam
swoje sposoby by zdobyc dobrobyt na glebokie wody gotowy bo gram fair bez afer
lapie za ster metody znam jestem
juz dawno tu na to gotowy
na te twoje z dupy dowody to szczam
i chociaz mi leca te klody pod nogi ja trzymam sie drogi
choc mam pod gore schody to wiem jak obchodzic przeszkody powody tez mam
typy jebane juz w progu drogi sram
na to ze grozisz mi zrobic nie bylo dane pogodzic sie nam
oponentow zastepy sa chetni by na strzepy rozerwac jak sepy mnie
w nerwach spieci chcesz tez ty i ten typ i enty i nastepny
ten flow to huragan jebane tsunami co moze poskladac ich jak origami
i moge ci gadac tu tak godzinami
to flow co wymaga doszlifu latami wchodze na bit zawsze tak jakby to mial byc ostatni raz
gramy prawdziwie szczery ten rap
co bedzie pokaze czas mamy przypal z hajsem bywa slabo
zdarza sie ze cienko placa to co ty nazywasz slaba ja nazywam ciezka praca