wybila trzecia na zegarku
ktory przeszyje ci trzewia jak harpun
w calym mieszkaniu unosi sie smrod palonej siarki
poznaj ciemne zakamarki swojej kruchej psychiki
gdybym byl niemy slabych mc jechalbym na migi
to jak by gravediggaz grali do bitu show biz'a
to podwojny partyzant robi ci gnoj z bebechow
ze bedziesz pluc krwia przy kazdym glebszym wdechu
to ten rap co sen z powiek laikom spedza
zawyzam poziom polskiej sredniej
wytaguj na przystanku swoja ksywe i trzy szostki
seryjni mordercy jak john wayne gacy
nasz dj chowa pocwiartowane zwloki w kejsy
to sciezka dzwiekowa do palenia rzadowych aut
idziemy przed siebie do celu ta sama droga
to cie zniszczy jak bielun
z rak nie wypuszczam steru
czas dorzucic do ognia niech skurwysyny plona
to uczucie jak bys nagle obudzil sie w trumnie
tlusty klecha brudna lapa wklada ci w pysk komunie
chcesz wiedziec co u mnie? pale zdradzieckie mosty
jestem heroina w zylach twojej nastoletniej siostry
zrowna trzon nosa z mozgiem
fragmenty czaszki to trojwymiarowe puzzle
dla mnie krew jest slodka
jak obcy rozerwiemy twoje cialo od srodka
czarne slonce naszym godlem
zedrzesz paznokcie o cegly
to produkcje przy ktorych z glosnikow tryska krew
krew ucieka jak z peknietego termometru rtec
lamie piate przykazanie zawsze kiedy pluje w mic
przy nich czuje sie jak pedofil w miasteczku bullerbyn
macie kregoslupy kruche jak ze sprochnialego drewna
batty boy zapewniam nie chcesz beefu z nami
rownie dobrze moglbys skoczyc nago w lawice piranii
a my bedziemy wlocznia ktora przebije ci bok
idziemy przed siebie do celu ta sama droga
to cie zniszczy jak bielun
z rak nie wypuszczam steru
czas dorzucic do ognia niech skurwysyny plona