opary

kali

zycie jak fani - wywiera presje

chce wiecej

spelniam misje

przynosze refleksje

bierzcie i jedzcie

nie czuje slawy

raczej depresje

te z bolem koneksje

mam pasje

gruba pensje

ale w trasie tesknie

pisz co chcesz

ty marny hejcie

i tak od dawna mam dziurawe serce

jak nie zabiles

to juz sie nie uda

hejto-odporny jak premiera fura

dla szczura niewarte tytuly krola

zyje za dwoch

choc bez sobowtora

nic po tytulach

bo gra nieludzka

na szczytach sie tulam jak jurek kukuczka

do domu jeszcze dluga trasa

moze sie nie powtorzy szansa

by byc kims

jak kilometry leca lata

chcialbym inaczej

ale tylko tak potrafie zyc

showbiznes - marna dziwka

mami mnie swym tanim wdziekiem

juz szepta

co chce uslyszec i do kiermany mi wklada reke

chce ma dusze zabrac za bezcen

ja wszystko widze

mam w oczach rentgen

ej

suko

ja nic nie musze

zawsze bylem

bede

jestem

mam juz dosyc blyskow

fleszy i tlumow

lycha

nosy

byle dalej od zywych trupow

wyszedlem bosy

czy wierzyles we mnie

gdy nie bylo boomu?

doszedlem do forsy

niewierni mowia mi guru

popatrz na me oczy zmeczone jak to miasto

by rano wstac znowu brak mi sil

tyle na glowie

znowu nie moge zasnac

a wszystko i tak zamieni sie w pyl

chcialbym uciec tam

tam

gdzie nie musze nic

gdzie nie znajdzie mnie nikt

nawet ja sam

chcialbym uciec tam

gdzie znowu bede mogl snic

gdzie tylko one i hotel z milionem gwiazd

juz tylko opary

opary

niosa mnie opary

opary

jestem tak blisko celu

a znowu brakuje mi wiary

juz tylko opary

opary

niosa mnie opary

opary

jak stary czlowiek i morze

plyne na losu meandry

moja rozkmina od dluzszego czasu - kim zrobil mnie rap?

jestem dzis wzorem dla wielu dzieciakow i dzwigam ten dar

nie wiem

czy chce

nie patrz juz na mnie

element rozrywki

chca byc jak ja

nie celebryta

bez jazdy medialnej

choc bagaz gwiazdy wrzucili na bark

nigdy nie cpalem bialego kurestwa

nigdy tez

ziomek

nie bylem jak reszta

natura

sila

znow lece na resztkach

u was do pelna to moja rezerwa

duchowy kompas wskazuje kierunek

jestem prawdziwy bez jebania psow

bez fazy na bycie postrachem podworek

niose tam milosc moca mych slow

czesto tak mam - lot na oparach

mowie o duszy

nie hera w melinie

ciagle pamietam

gdzie jest moja stacja

061 przy mojej rodzinie

znam ciezka prace za marne grosze

lata tak chude jakby mialy gorset

chcesz cos powiedziec

to zamknij morde

to

gdzie dzis jestem

zawdzieczam sobie

to

co dzis widzisz

to gory wierzcholek

z bieguna samotnosci serce skute lodem

nie wiem sam

czy to kim jestem

to dar

czy kara

ile sam wytrzymam jeszcze

znow lece na oparach

popatrz na me oczy

zmeczone jak to miasto

by rano wstac znowu brak mi sil

tyle na glowie

znowu nie moge zasnac

a wszystko i tak zamieni sie w pyl

chcialbym uciec tam

tam

gdzie nie musze nic

gdzie nie znajdzie mnie nikt

nawet ja sam

chcialbym uciec tam

gdzie znowu bede mogl snic

gdzie tylko one i hotel z milionem gwiazd

juz tylko opary

opary

niosa mnie opary

opary

jestem tak blisko celu

a znowu brakuje mi wiary

juz tylko opary

opary

niosa mnie opary

opary

jak stary czlowiek i morze

plyne na losu meandry