spokoj

paluch

to jest noc

uspokaja mnie jej barwa

nie krzyczy kolorami

zasypiam w centrum miasta

znowu moga byc soba ci co lataja w maskach

i tylko noca widac o nich prawde w ich twarzach

ukochana poro dnia nie koncz sie prosze

to z toba najwieksze problemy zamieniam w proszek

znowu osiedla zeszyt

twoje prywatne slonce

ksiezyc

swiatelko w tunelu na zycia drodze

moze za czesto pokrywasz sie z ducha stanem

tworzycie pare

znow jestes jego panem

budujesz cisze

usypiasz tych co biegna

rozjasniasz mi umysl chociaz twoja siostra ciemnosc

dajesz mi pewnosc

sile na dzien nastepny

wylaczasz nerwy

mocny lek bez recepty

dama dla stresu

plyna procenty

nie wiem czy ja czy ty za mnie piszesz wersy

druga nad ranem

oczy na zapalce wisza

te slowa pojmane w nocy palce zapisza

mysli natchnione cisza

wena szepta frazy lekko

pergaminowa klisza

utrwalam obrazy jedna reka

te wyrazy lubia nocy melodie

tancza przy blasku swiecy tak plochliwie ostroznie

lubie spedzac z nimi chwile gdy swobodnie oddycham

w tej krainie mam spokoj jak wrak titanica

swiat i morze pokus odlegle jak biegun

odplywam w daleki fokus

bezruch

bez biegu

bez regul

czas zatrzymal sie na moment

tam na spokoju brzegu niedostepny abonent

no comment

wypatruje komet

na niebie licze gwiazdy piekniejsze od monet

lsniace miasto obojetne na piekno

a ja nie chce zasnac wsluchany w serca tetno

gesty dym zakryl gwiazdy

znikneli przyjaciele

zostalo ich niewiele

mniej niz na stole butelek

z tymi co zostali wyznaczamy nowe cele

daje im dostep na moj prywatny teren

dziele sie chlebem kiedy sa w potrzebie

chce dla nich lepiej

dobrze wiedza jaki jestem

mozemy sobie ufac w tym spierdolonym swiecie

i chcialbym zeby kazdy z nich znalazl swoje miejsce

nie bedzie latwo

nikt nie mowil ze tak bedzie

masz ciezki bagaz doswiadczen to zycie bedzie lzejsze

oby tak bylo

bo niektorych zycie depcze

zyja w kartotece

numer dowodu

pesel

daje ci serce

ono bije w twoich dloniach

dbaj o to

drugiego takiego nie spotkasz

moze jestem naiwny

mysle ze czujesz to samo

i za pare lat nie powiem

ze ufac nie bylo warto

czasem zycie meczy mnie do szpiku kosci

w deficycie na sen ten za marzeniami poscig

powiem cos ci

wole chwile samotnosci

bo gdy jestem rozbity szukam poczucia jednosci

mysle o milosci

jej cieplo mnie koi

wtulony jak dziecko spie w objeciach bez zbroi

czasami boli i plyna lzy jak nil

ale nic nie opisze tych dni

tych chwil

wiatr jak stradivarius przygrywa gdy plonie skret

dawka sativa kruszy

relaks od czubka do piet

ten akompaniament

melodie naszych ulic

lapia za serce ziom

mozna sie rozczulic

gdy slonce w oknie zegna noc barwa teczy

odzywcza rosa poi istoty z krainy mleczy

prosze daj mi jeszcze chwile

daj mi jeszcze moment

nim zacznie sie harmider

mego spokoju koniec