zasypiam w centrum miasta
znowu moga byc soba ci co lataja w maskach
i tylko noca widac o nich prawde w ich twarzach
ukochana poro dnia nie koncz sie prosze
to z toba najwieksze problemy zamieniam w proszek
swiatelko w tunelu na zycia drodze
moze za czesto pokrywasz sie z ducha stanem
rozjasniasz mi umysl chociaz twoja siostra ciemnosc
nie wiem czy ja czy ty za mnie piszesz wersy
te slowa pojmane w nocy palce zapisza
utrwalam obrazy jedna reka
te wyrazy lubia nocy melodie
tancza przy blasku swiecy tak plochliwie ostroznie
lubie spedzac z nimi chwile gdy swobodnie oddycham
w tej krainie mam spokoj jak wrak titanica
swiat i morze pokus odlegle jak biegun
czas zatrzymal sie na moment
tam na spokoju brzegu niedostepny abonent
na niebie licze gwiazdy piekniejsze od monet
lsniace miasto obojetne na piekno
a ja nie chce zasnac wsluchany w serca tetno
mniej niz na stole butelek
z tymi co zostali wyznaczamy nowe cele
daje im dostep na moj prywatny teren
dziele sie chlebem kiedy sa w potrzebie
dobrze wiedza jaki jestem
mozemy sobie ufac w tym spierdolonym swiecie
i chcialbym zeby kazdy z nich znalazl swoje miejsce
nikt nie mowil ze tak bedzie
masz ciezki bagaz doswiadczen to zycie bedzie lzejsze
bo niektorych zycie depcze
ono bije w twoich dloniach
drugiego takiego nie spotkasz
czasem zycie meczy mnie do szpiku kosci
w deficycie na sen ten za marzeniami poscig
bo gdy jestem rozbity szukam poczucia jednosci
wtulony jak dziecko spie w objeciach bez zbroi
czasami boli i plyna lzy jak nil
ale nic nie opisze tych dni
wiatr jak stradivarius przygrywa gdy plonie skret
gdy slonce w oknie zegna noc barwa teczy
odzywcza rosa poi istoty z krainy mleczy
prosze daj mi jeszcze chwile