dobrze znasz ten rewir lecz niepewnie stawiasz kroki
ze w kiermie sreberka pelne koki
by w razie przypalu leciec jak quattro po betonie
ale trzymasz pelny orient
nic nie umknie twej uwadze jak polujacej sowie
czekasz przy czarnej lawce
od dawna ciebie chca bo grasz na wysokiej stawce
ijo leca w lapach policyjne szmaty
palisz buta na przelaj i wbiegasz tam do bramy
i kiedy tak czekales czy cie znajda
rozsadek zaczal radzic takimi o to slowami: mozesz sie wybic albo isc droga kreta
mozesz sie wybic albo czekac na pento
mozesz garsciami brac albo lyzeczka
a gadom przy klapie jest i tak wszystko jedno
mozesz sie wybic albo dac sie pomielic
mozesz sie wybic i wolnosc docenic
jutro obudzic albo zasnac na wieki
bo jeden mniej czy wiecej bez znaczenia dla skurwieli
wybijasz sie na dzielnie odkleiwszy od poduszki
glowa pusta jak wydmuszki
a w bani jedna mysl - koka z pylem jarzeniowki
oczy lataja jak pileczki do ping ponga
zaraz eksplodujesz jesli nie zajebiesz gonga
pragniesz nart i sniegu jak alberto tomba
przy czarnej lawce na towar musisz poczekac
juz go widzisz na przywitanie macha
ale nagle puszcza sie za nim tajnych burkow wataha
nie walniesz dzis do nocha
na lawce zaczynasz szlochac
to reszta mozgu doradzila takimi slowami: mozesz sie wybic albo isc na osme pietro
mozesz sie wybic albo dzwigac to pietno
moze cie skrecac albo zyc sie lekko
a typom w kostnicy jest i tak wszystko jedno
mozesz sie wybic albo isc sie zastrzelic
mozesz sie wybic albo nie dozyc niedzieli
dac za wygrana albo zwalczyc to gowno
czy jeden mniej czy wiecej
od smigania w szpilkach na pietach masz odciski
licza sie zyski za penetracje kiszki
ze trafia sie niemieccy turysci
skarbonka czeka w stringach
w oddali twoj chlopak stoi przy czarnej lawce
ten napalony koles juz cos szepta ci do ucha -