nie trawie kawalkow o tym jak pieknie jest
to nie rozowa kraina w brokacie
tak dzialamy na siebie nawzajem
czasami mowie do ciebie zdrobniale
skarbie bedziemy nieprzewidywalni
drugiego takiego juz nie znajdziesz
patrz mozemy rozebrac swiat w pokera jedna reka
stojac twarza w twarz tak na miekko
jestesmy razem jak kevlar
jak teflon - nic nie przywiera
splywa to po nas jak chujowa przeszlosc
nawet jak zatykasz wlosami prysznic
nawet jak chowasz mi rzeczy tam
gdzie nikt nie znajdzie ich i sczezna
dzwonisz jak robie z komorki przelew
pysk wystawia z tylnych siedzen pies
i jedzie z nami z wiatrem
ja pisze rap w bobsleju w shangri-la
wyjmujesz hajs z poduszki maison margiela
ja nawet pusty nie bylbym pusty tu z toba
nie masz szans na czworokat
ty prowadzisz w parasolce bmw
ja siedze obok w kabrioletach jimmy choo
ja nawet goly i goly przy tobie bylbym soba
bo nawet jointy pod woda moge jarac z toba
granice stawiamy sobie tu sami
bawic sie zyciem to trzeba potrafic
jak oni maja nam mowic co robic
jak mozna mijajac zycie codziennie pierdolic o celach
my jedziemy wlasnie posluchac jak szumi kolejny ocean
oni obudza sie kolejny raz identycznie i chca nas oceniac
sypiamy w przydroznych motelach
sypiamy w najdrozszych hotelach
kradniemy to zycie garsciami
pieprzymy na dachach i w dzikich strumieniach
dzis licze ten sos w kielni na centymetry
a jak przyjdzie tonac w problemach
to nikt nie zniknie jak david copperfield
ze ostatnie slowo to joker jest na argumenty
jak jestes pieprzona krolowa
a moj stroj nie lezy do twojej sukienki
nawet jak mylisz kierunki
nie na te chorobe nie umierali
to lapiesz w locie tysiace detali i miliony drobnych sugestii
ja pisze rap w bobsleju w shangri-la
wyjmujesz hajs z poduszki maison margiela
ja nawet pusty nie bylbym pusty tu z toba
nie masz szans na czworokat
ty prowadzisz w parasolce bmw
ja siedze obok w kabrioletach jimmy choo
ja nawet goly i goly przy tobie bylbym soba
bo nawet jointy pod woda moge jarac z toba