lecz nie trawil go jej tata
niedostepna jak snieg tego lata
niespelniona milosc w jego oczu toni
slona przelana kropla pocalunkiem dla jej dloni
ze nie umie sie juz bronic
oddali sie sobie posrod suchej trawy woni
kogo ta milosc obchodzi? tylko ciebie i mnie
nucila pod nosem pakujac walizke
bo za chwile uciekna stad jak najdalej byle
ona zostawila wszystko w tyle
czekala na te chwile slodkie jak daktyle
czy juz wiesz kogo ta milosc zabije
'poki zyje na zawsze tylko twoj'
szeptal czule jej do ucha
ona wniebowzieta w blekitnej sukience
blekitna sukienka raz po raz slono moknie
gdy wrocila po klucze on za inna kleczal na kolanach
wyszlochala kiedy stala nad przepascia
dryfujacy w otchlan aby na wieki zasnac
co by sie nie dzialo bedziesz miec we mnie brata
klne sie na te krople krwi i dlon do dloni
uderzyli w miasto gdzie swiatla nie gasna
na pelnej kurwie niedopuszczalne fiasco
czy juz wiesz ktory z nich jak doni brasco
poki co ciagle razem ramie w ramie
szampanem polewane na zetony panie
wielka sila w oczach tych dwojga braci
ta sama sila juz wkrotce ich zatraci
zaczeli leciec troszke za ostro
nie chcieli liczyc z lokalna cosanostra
plytki dol czeka zimny jak apallachy
strachy na lachy niech sie bratku pierdola
jeszcze sie okaze kto dojedzie kogo
natrafili na oblawe policyjnych trutni
ale przerazila go pewnosc w oku
to ta chwila gdy karaluch wychodzi z ukrycia
wyszeptal kiedy siegal po dziewiatke
na wieki zamykaja sie powieki