dorastal jak zwykly chlopak
chociaz w domu nie mial lekko
nie przelewal sie dobrobyt
z kluczem na szyi malolat smigal po mleko
przeciez nie maja do czego
glodny czekal w pustym domu
chcial to powiedziec komus
ale zwierzal sie scianom z betonu
prosil boga jesli tam jest
po trzech dniach klucze w zamku
zrywa sie jak pies witajac pana o poranku
matka ledwo idac nie dostrzega go w ogole
ten maly szczuply chlopak
swiat zatrzymal sie w miejscu
nawet jego cien nie dotrzymywal mu kroku
choc umarla w nim nadzieja
on zamieszkal w jego trzewiach
nie ma piekna brud we wszystkich jego odcieniach
jak artefakt gdzies gleboko zakopany
powiedzial do siebie w norze
ostatkiem sil zdobyl sie na ten czyn
niech sie rozplynie przeszlosc jak z papierosa dym
gdy uwolnil sie od piekla
na zimnej plycie dworca po jalmuzne co dzien klekal
juz nie pamietal co to znaczy byc czlowiekiem
sypial razem ze szczurami naznaczony miejskim sciekiem
ciagle ciulal sie bez celu
szczescie gdzie cie szukac
mawial do kota bez oka z kulawa lapa
ogrzewali sie nawzajem czekajac w mrozie na lato
gdy nadeszlo gestapo na budynki spadly bomby
zamienil dziurawe palto na dwie kukurydzy kolby
ze koniec to juz tylko kwestia dni
ludzie z krzykiem umierali w nim
armia krajowa to upragniona rodzina
posrod partyzantow przyjazn
choc wielu z nich padalo jak kamien na szancu
dzielil go z zyciem powstancow
gdy batalion poszedl w ogien
na jego oczach konala jego rodzina
upchani po brzeg jak bydlo
nadzieja jak roza zwiedla
w duchu wyszeptal do wolnosci: zegnaj
uwieziony przez istoty opetane przez szatana
cierpienia potworna skala
smierc zbierala chorem ludobojstwa plony
ona odpowiedziala: gdy czas na ciebie nadejdzie
kosciotrupa postury lezal we wlasnych fekaliach
nie on jedyny upodlony w roli chwastow
nie on jedyny byl ofiara holokaustu
zamordowanych przez hitlerowcow szpony
gdy skonczyla sie wojna i oswobodzono auschwitz
uwolnil sie od kata bata niewolniczej pracy
byl mocniejszy niz sadzil
lecz pobratymcow los ich uwolnil przez komin
juz nie mogl patrzec na ten swiat tak jak przedtem
i juz nic nigdy nie bylo normalne
bo cos w nim umarlo i odeszlo juz na stale
popedzil ile sil do granicznego przejscia
gdy stal po tamtej stronie
w duchu wyszeptal: polsko